Słabości Kolejorza {By: piotrek1982}
Nie samymi europejskimi pucharami człowiek żyje – mówił niedawno na jednej z konferencji pomeczowych szkoleniowiec Lecha Jacek Zieliński i podkreślił, że jego piłkarze tak samo mocno i starannie jak do spotkań w Lidze Europejskiej przygotują się również do rozgrywek naszej ekstraklasy. Widząc, jakie ostatnio Lech osiąga na ligowym podwórku wyniki, te słowa brzmią mniej więcej tak autentycznie, jak Jola Rutowicz przytaczająca Goethego.
Skoro Liga Europejska, czyli tak naprawdę druga liga Europy tak bardzo fizycznie daje się we znaki mistrzom naszego kraju, aż strach pomyśleć co by było, gdyby Kolejorz awansował do Champions League. Level w niej przecież o wiele wyższy, a i presja większa. To, jak beznadziejnie spisuje się w tegorocznych rozgrywkach ekstraklasowych Kolejorz jest przynajmniej zastanawiające. Przecież zmiany w klubie przy Bułgarskiej były trafione, o czym świadczą chociażby miłe dla oka spotkania Kolejorza w Lidze Europejskiej. Dlaczego prezentuje się więc tak żenująco przeciwko drużynom, które powinien pożerać w całości? Tegoroczną dyspozycję zawodników Zielińskiego można spokojnie porównać do tego, jak w Tauron Basket Lidze (ekstraklasie koszykarzy) prezentują się mistrzowie Polski z Gdyni, którzy ponieśli porażkę chociażby w pierwszej kolejce w Zielonej Górze z miejscowym Zastalem, który jest jakby nie patrzeć beniaminkiem i obraca jakieś 50 razy mniejszym budżetem od Asseco Prokomu.
Dobrze chociaż, iż w Poznaniu na europejskich salonach coraz lepiej pokazują się krajowi zawodnicy. Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, Sławomir Peszko czy Jakub Wilk pojawiają się na boisku systematycznie, nierzadko stanowią nawet o sile napędowej Lecha. Jeśli Lech w dalszym ciągu będzie odnosił tak sensacyjne rezultaty jak remis w Turynie z Juventusem, być może do Euro 2012 następny po Robercie Lewandowskim młody, polski zawodnik Lecha wyjedzie zagranicę, gdzie z pewnością stałby się lepszym piłkarzem, co z kolei dobrze zrobiłoby polskiej kadrze.